Z zewnątrz widać uśmiechy, zadania, dzieci biegające między strefami i rodziny wciągnięte w grę. Mało kto widzi, że za tym wszystkim stoi nasza społeczność – ludzie, których połączyła pasja do klasycznej motoryzacji. Na co dzień spotykamy się przy zabytkowych autach, na zlotach i wydarzeniach, a tym razem spróbowaliśmy wykorzystać to doświadczenie w zupełnie inny sposób. Ale zanim to wszystko się wydarzyło, było dużo planowania, prób, poprawek i… niepewności, czy to w ogóle zadziała.

Rodzinny Patrol był dla nas nową formułą. Jesteśmy przyzwyczajeni do pracy wokół samochodów, historii motoryzacji i spotkań pasjonatów, a tu chcieliśmy zrobić coś szerzej – dla rodzin, dzieci, sąsiadów. Wiedzieliśmy, że chcemy połączyć zabawę z czymś sensownym, ale długo zastanawialiśmy się, jak to zrobić, żeby nie było ani „szkolnie”, ani infantylnie. Scenariusz gry powstawał etapami – testowaliśmy zadania, sprawdzaliśmy, czy są zrozumiałe dla dzieci w różnym wieku i czy dorośli też znajdą w nich coś dla siebie. Niektóre pomysły wylądowały w koszu, inne dopracowywaliśmy po kilka razy.

Największym wyzwaniem była logistyka. Pięć stref, punkt startowy, nagrody, Pomysłodajnia, animatorzy, sprzęt – to wszystko trzeba było ustawić w przestrzeni tak, żeby było czytelne i wygodne. W dniu wydarzenia okazało się, że wiatr ma własne plany. Momentami wiał tak, że naprawdę czuliśmy się, jakby chciał nam urwać głowy. Trzeba było na bieżąco poprawiać stoły, zabezpieczać plansze i reagować na zmieniające się warunki. To był prawdziwy test organizacyjny.

Ogromną robotę zrobili animatorzy. Każdy pilnował swojej strefy, tłumaczył zadania, zachęcał do rozmowy, pomagał młodszym uczestnikom. Były momenty zmęczenia, ale też dużo śmiechu i satysfakcji, kiedy widzieliśmy, że ludzie naprawdę „wchodzą w grę” i traktują ją serio – w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Najbardziej zaskoczyło nas zaangażowanie w Pomysłodajnię. Obawialiśmy się, że ludzie przejdą obok, że dzieci nie będą chciały pisać, że zabraknie odwagi. A stało się odwrotnie – uczestnicy zatrzymywali się, dyskutowali, dopisywali swoje pomysły, dopytywali, co z nimi będzie dalej. To był moment, w którym poczuliśmy, że to, co robimy, naprawdę ma sens.

Po wydarzeniu usiedliśmy razem jako zespół i długo rozmawialiśmy o tym, co się udało, a co możemy zrobić lepiej. Zanotowaliśmy wszystkie wnioski – od drobiazgów technicznych po większe sprawy organizacyjne. Ten projekt dał nam ogromną lekcję pracy w terenie i utwierdził nas w przekonaniu, że takie działania są potrzebne.

Rodzinny Patrol to nie był „idealny event z folderu”. Był prawdziwy – z wiatrem, improwizacją i zmęczeniem. I właśnie za to go najbardziej lubimy.


Projekt jest dofinansowany ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach rządowego programu wsparcia organizacji pozarządowych Moc Małych Społeczności.