NA JEDNYM ZAKRĘCIE – WSPOMNIENIA MAĆKA MACIEJEWSKIEGO
zdjęcia: Leszek Kuśmirek
Jak jest talent pasja można osiągnąć sukces – to by spowodowało wcześniejsze dostanie się do czołówki w Polsce.
To historia kultowego samochodu i rajdu, który po raz pierwszy w tak wyraźny sposób uświadomił mi, gdzie naprawdę jesteśmy z Markiem Gieruszczakiem jako załoga i jakie jest nasze miejsce w RSMP (przyp. Rajdowe Samochodowe Mistrzostwa Polski, najwyższa krajowa seria rajdowa).
Toyota AE86 Levin (przyp. lekka, tylnonapędowa Toyota Corolla z lat 80., dziś legenda motorsportu) to dziś już pojazd kultowy. Waży około 970 kg i w tamtym czasie była samochodem przeznaczonym na ulicę, ale raczej dla kogoś z wyraźną sportową żyłką. Tymczasem my mieliśmy takie auto dosłownie pod domem.
Jest wrzesień 1989 roku, a do rajdu w Jeleniej Górze zostaje osiem dni. Czasu jest dramatycznie mało – „mało czasu, kruca bomba!” to nie figura retoryczna. Zaczyna się seria szybkich decyzji: jak z seryjnego auta zrobić rajdówkę.
Mój brat Robert jedzie do stajni Leszka Koraszewskiego. Tam montują nam klatkę bezpieczeństwa, przednie i tylne zawieszenie, dokładamy drążek Panharda i płytę pod silnik. Do dyspozycji jest sporo dobrych, rajdowych elementów po Mariuszu Kostrzaku, co bardzo pomaga w tej ekspresowej budowie.
Auto w serii ma 125 KM. Waga spada, bo wyrzucamy z niego wszystko, co niepotrzebne. W krótkim czasie powstaje samochód gotowy do startu. Jedziemy „u siebie”, więc radość jest ogromna – znamy odcinki, tu trenowaliśmy wcześniej, przygotowując się do startów w RSMP, jeszcze w czasach jazdy Fiatem 126p w grupach N i A.
Rajd organizowany przez Automobilklub Karkonoski przyciąga bardzo mocną obsadę. Przyjeżdżają zawodnicy z generalnej klasyfikacji RSMP: jest Andrzej Koper – mistrz Polski, jest Robert Herba, jest Bogdan Hering i wielu innych. Dziś, bez pełnych list zgłoszeń i list startowych, trudno odtworzyć wszystkie nazwiska, ale poziom rywalizacji był naprawdę wysoki. Dostajemy numer startowy 45.
Rajd ma charakter mieszany — asfalt i szuter. Dziś taka formuła jest praktycznie niemożliwa do realizacji na długich odcinkach, głównie ze względu na opony. Wtedy było to jeszcze realne, choć bardzo wymagające. Autorem trasy był Witek Bieńkowski, a to oznaczało jedno: trasa nie wybaczała błędów.
Taki układ rajdu wymaga ciągłej pracy serwisu. Mój brat Robert jest wszędzie tam, gdzie trzeba błyskawicznie zmieniać ustawienia auta i koła — z slicków na szutrowe i z powrotem. Tempo jest mordercze, ale idzie nam nadspodziewanie dobrze, szczególnie na odcinkach szutrowych: Szwajcarka, Karpniki i Bukowiec wychodzą nam naprawdę mocno.
Na asfaltach też nie jest źle. Sosnówka, Wojków i Przesieka to odcinki trudne, techniczne i wymagające koncentracji, ale tam również trzymamy tempo.
Samochodem serwisowym jest Fiat 125p pickup. Formalnie są w nim dwa miejsca, a w praktyce czterech ludzi „na każdą ćwiartkę”, czyli na każde koło. Jak oni się wszyscy mieszczą w kabinie i jak to logistycznie działa — to osobny rajd w rajdzie. Walczą jednak dzielnie, bo jesteśmy na bardzo dobrym miejscu w klasyfikacji generalnej i szkoda byłoby to wszystko stracić.
Ostatni odcinek rajdu to Wojków.
A stawka była konkretna, bo takich aut i takich ludzi na starcie było więcej. Toyota AE86 Levin – taki sam samochód w tym rajdzie posiadali bracia Kucharczykowie: Gienek i Sławek z Mysłakowic. Z Jeleniej Góry startowali także Piotr Kozłowiecki i Marek Skrobot w doskonale przygotowanym Suzuki Swift w specyfikacji grupy A. Był Leszek Bronclik w Maździe 1.6 Turbo 4×4, Włodek Maślak i Wojtek Szodrowski milicyjnym Polonezem, Wojtek Tkacz z Markiem Jarym w 126p grupy N, a także Heniek Kryston w Fiacie 125p grupy A.
Był to Rajd Września Jeleniogórskiego, który w tamtym momencie był kandydatem do RSMP i w następnym sezonie znalazł się w kalendarzu RSMP.
Odcinki były wygrywane na zmianę przez braci Kucharczyków, Bogdana Heringa, Andrzeja Kopra i nas. Przyszedł odcinek z Janowic – ciężki, pod górę i mocno podbijający. Na przepuście w bliźniaczym aucie braci Kucharczyków dochodzi do uszkodzenia. Było ono zbyt poważne, żeby mogli dalej ścigać się jak do tej pory – tylny dyfer po uderzeniu został zniszczony. Jeszcze wcześniej, na szutrowej części rajdu, odpadają Piotr i Marek. Prowadzone przez załogę Suzuki efektownie opuszcza drogę – dachują na wolnym lewym do tyłu, w słynnym miejscu przy krzyżu.
Zawody zbliżają się do końca. Znamy swoją pozycję — jest realna szansa wygrać klasyfikację generalną. W tym momencie było już jasne, że jedziemy nie tylko o oes, ale o coś dużo większego. Przed odcinkiem brat zakłada twardego slicka z tyłu, o najniższym promieniu. Chodzi o przełożenie na kołach tylnych, bo auto ma seryjną skrzynię.
Nasz rywal Bogdan Hering dysponuje Renault 11 Turbo w specyfikacji grupy A – takim samochodem Andrzej Koper z powodzeniem walczył w mistrzostwach Europy. To świetny, trwały samochód.
Startujemy. Wiemy, że musimy wszystko wycisnąć z siebie i z auta, stawiamy wszystko na jedną kartę. Mimo to przegrywamy rajdowy odcinek o dwie sekundy, może o jedną. Przyznacie, że to naprawdę niewiele.
Jednak jest spektakularny wynik – drugie miejsce, dla nas warte tyle co pierwsze. Pierwszy start Toyotą i od razu z sukcesem. W aucie mamy zwykłe, seryjne fotele, na których nie jest zbyt wygodnie. Kto by pomyślał, że aż tak poniesie nas pasja i że to ona tak naprawdę pomaga osiągnąć ten wynik.
No i praca wszystkich zaangażowanych – Leszka spod Kłapkowic i mojego brata w jego garażu, serwisu w czasie rajdu oraz logistyki: jak zmieniać koła, gdzie zmieniać. To wszystko ogarniał mój brat Robert.
No i Marek — niesamowicie prowadzący auto, na absolutnym pograniczu „wypadnięcia na gazetę”, jak mówimy w środowisku. Ryzyko podejmowanych decyzji zostało w pełni wynagrodzone.
Dojeżdżamy na metę tego rajdu i już wtedy wiemy jedno: co najmniej dwa lata za długo startowaliśmy w RSMP Fiatem 126p grupy N i A. To była strata czasu na malucha. Toyota — to jest to. Do czołówki w Polsce można było dostać się dużo wcześniej.
Ale Mały Fiat to już inna opowieść — również sensacyjna.
Przeczytaj z tej serii
1984 – początek kariery – wspomnienia Maćka Maciejewskiego
NA JEDNYM ZAKRĘCIE - WSPOMNIENIA MAĆKA MACIEJEWSKIEGO zdjęcia: Leszek Kuśmirek Rajd Wisły: Nigdy po tej lekcji już do niczego się nie przyznałem, startując w rajdach samochodowych Automobilklub Karkonoski istnieje od 1980 roku. Wciąga mnie pilotaż i mechanika. Po...
Do mety na jednym (trzecim) biegu – wspomnienia Maćka Maciejewskiego
NA JEDNYM ZAKRĘCIE - WSPOMNIENIA MAĆKA MACIEJEWSKIEGO zdjęcia: Leszek Kuśmirek Jeśli koła się kręcą… to walczymy. Zawsze do końca. Do mety. Zapoznanie się z oponami — przyznam, że to był mój głupi pomysł. Badanie kontrolne ma być późnym popołudniem w Karpaczu. Ale...
