O Leszku Kuśmirku trudno mówić oficjalnie. W naszym gronie to zawsze był po prostu Lenek. Kto jeździł na rajdy przez ostatnie kilkadziesiąt lat, ten prędzej czy później na niego trafił. Zawsze był częścią tego krajobrazu. Wyrósł z tego środowiska razem z całą swoją rodziną.
Kuśmirkowie byli po prostu rajdowi. Bracia jeździli na zawody, kibicowali, znali odcinki, ludzi i atmosferę. Rajdy były dla nich czymś naturalnym, jak dla innych rodzin wyjazd na działkę czy niedzielny spacer. Lenek był najmłodszy z braci, ale bardzo szybko wszedł w ten świat na równych prawach. Wspólne wyjazdy, stanie przy trasie, rozmowy o przejazdach – to wszystko było codziennością. Zanim jeszcze zaczął fotografować, był jednym z tych kibiców, którzy wiedzieli, gdzie warto stanąć i na co zwracać uwagę.
To właśnie z braćmi i znajomymi jeździł na pierwsze edycje Rajdu Polski po przerwie związanej ze stanem wojennym.
Dziś wystarczy kilka kliknięć i można obejrzeć dowolny rajd na świecie. Wtedy było odwrotnie – jeśli chciało się zobaczyć coś więcej niż duże fiaty, maluchy, żuki czy nysy, trzeba było wsiąść w samochód i pojechać na Rajd Polski.
To był moment, kiedy dla wielu ludzi świat nagle robił się większy. Na ulicach nie widywało się Porsche, Lancii ani innych zachodnich maszyn. Jeśli ktoś chciał je zobaczyć na żywo, musiał pojechać na Rajd Polski. Po przerwie związanej ze stanem wojennym rajd najpierw wrócił jako Puchar Pokoju i Przyjaźni, a później znów stał się pełnoprawną rundą mistrzostw Europy. Dla kibiców była to prawdziwa uczta – samochody, które do tej pory istniały tylko na zdjęciach w gazetach, nagle przelatywały kilka metrów od drogi, w lesie albo na szutrze. Stało się tak blisko, że miało się wrażenie, jakby cały świat motorsportu przyjechał prosto pod nogi kibiców.
Zaplecze rajdów też wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. Nie było odgrodzonych stref serwisowych, identyfikatorów i barier. Załogi serwisowały samochody przed odcinkiem albo tuż po nim, często dosłownie przy drodze. Mechanicy uwijali się przy autach, a kibice stali obok i patrzyli, jak wymienia się koła, dolewa paliwo albo sprawdza zawieszenie. Ten bezpośredni kontakt z zespołami i kierowcami był czymś naturalnym.
W takim świecie Lenek uczył się rajdów. Aparat pojawił się trochę później. Lenek używał radzieckich aparatów, między innymi Zorki. Proste konstrukcje, bez wygód, do których dziś jesteśmy przyzwyczajeni. Film nie był tani, więc nie robiło się zdjęć seriami. Każde ujęcie trzeba było przemyśleć: czy to już, czy jeszcze chwilę poczekać, czy samochód ustawi się lepiej metr dalej. Lenek szybko jednak zaczął wyróżniać się tym, że nie robił zdjęć „na chybił trafił”, ponieważ nie jechał na rajd z myślą: „zobaczymy, gdzie się zatrzymamy”. Przed wyjazdem siedział nad mapami. Często były to dokładne mapy geodezyjne albo turystyczne, na których sam zaznaczał przebieg odcinków specjalnych. Informacje o trasie trzeba było zdobywać z wyprzedzeniem, czasem z programów rajdu, czasem od znajomych.
Potem przenosił to wszystko na mapę terenu i wybierał miejsca, które jego zdaniem mogły być ciekawe fotograficznie. Dzięki temu często stał tam, gdzie nikt inny nie dotarł, a samochody zachowywały się najbardziej widowiskowo. W ten sposób powstawały zdjęcia, które później krążyły wśród kierowców i kibiców jako coś wyjątkowego – samochody oderwane od ziemi na hopach, przechyły w zakrętach, kiedy tylne koło wędrowało w górę.
Z czasem stał się rozpoznawalny nie tylko wśród kibiców, ale i kierowców. Wielu z nich właśnie od niego miało swoje pierwsze dobre rajdowe zdjęcia. Lenek nie ograniczał się jednak tylko do samochodów. Fotografował też to, co działo się obok. Dla niego rajd był całością, nie tylko momentem, gdy auto mijało obiektyw.
Wyjazdy wyglądały skromnie. Spanie w samochodzie, szybkie jedzenie, długie rozmowy o trasach i miejscach, gdzie warto stanąć. Z tego wzięło się żartobliwe określenie „herbaciane towarzystwo”, bo zamiast obiadu często wystarczała herbata. Lenek nigdy nie traktował tego jak wyrzeczeń. To było częścią wspólnej przygody, którą przeżywał razem z braćmi i przyjaciółmi. Jedna z historii, którą Lenek często wspominał, dotyczy wyjazdu busem na czeski rajd. W aucie nie było klasycznych siedzeń. Zamiast nich zamontowano prowizoryczne ławki z desek i foteli wyjętych z ciężarówki. Jechało się niewygodnie, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Kiedy wyjazdy za granicę stały się łatwiejsze, Lenek ruszył dalej. Często wybierał czeskie rajdy, zwłaszcza Barum Czech Rally Zlín, które bardzo lubił. Z czasem dotarł także na rundy mistrzostw świata, między innymi do Finlandii na Rajd 1000 Jezior. To tam powstało jedno z jego najbardziej znanych zdjęć – moment, w którym Colin McRae domyka nogą tylną klapę samochodu. Krótka chwila, którą większość ludzi przeoczyłaby bez mrugnięcia okiem.
Lenek miał też niezwykłą pamięć do rajdów. Potrafił przywołać konkretne sytuacje sprzed lat, nazwiska, miejsca, przebieg zdarzeń. Jego ulubionym polskim kierowcą był Janusz Kulig, którego często fotografował, ale w jego archiwum są też początki wielu innych zawodników, jeszcze w małych fiatach i bez wielkich sponsorów.
W 1999 roku wygrał konkurs organizowany przez magazyn Auto Świat, w którym nagrodą była Toyota Corolla w rajdowych barwach. Samochód szybko stał się jego znakiem rozpoznawczym i przez lata towarzyszył mu w wyjazdach na rajdy. W Jeleniej Górze każdy wiedział, do kogo należy ta Toyota.
Do końca Lenek był obecny przy trasach, razem z ludźmi, z którymi zaczynał tę przygodę. Rajdy były dla niego nie tylko sportem, ale częścią wspólnego życia – rodzinnego i przyjacielskiego. Dzięki jego zdjęciom ten świat wciąż można zobaczyć takim, jakim był naprawdę.
A jeśli chcecie poznać więcej historii o Lenku, usłyszeć wspomnienia ludzi, którzy z nim jeździli i zobaczyć zdjęcia, o których tu mowa, zapraszamy na nasz kanał na YouTube. Tam ta opowieść trwa dalej — dokładnie tak, jak trwa pamięć o nim przy rajdowych trasach.
Zdjęcia pochodzą z prywatnego archwium Leszka. Dziękujemy rodzinie za ich udostępnienie.
SUBSKRYBUJ NASZ KANAŁ YOUTUBE
Na naszym kanale YouTube znajdziesz relacje z wydarzeń organizowanych przez muzeum, rozmowy z pasjonatami motoryzacji oraz ciekawe wywiady związane z historią techniki i rajdów. Regularnie publikujemy także materiały zza kulis – w tym bieżące relacje z odbudowy Toyoty Corolli w barwach WRC Leszka Kuśmirka – oraz prezentacje muzealnych eksponatów i ich historii.
Subskrybuj, aby być na bieżąco z tym, co dzieje się w muzeum – także wtedy, gdy nie możesz być z nami na miejscu.
