NA JEDNYM ZAKRĘCIE – WSPOMNIENIA MAĆKA MACIEJEWSKIEGO

zdjęcia: Leszek Kuśmirek

Jeśli koła się kręcą… to walczymy.

Zawsze do końca. Do mety.

Zapoznanie się z oponami — przyznam, że to był mój głupi pomysł. Badanie kontrolne ma być późnym popołudniem w Karpaczu.

Ale mamy też szutrowe opony, których jeszcze nie znamy, więc trzeba je sprawdzić. No to jedziemy do Karpacza przez Bukowiec. Czytam odcinek, podnoszę głowę – hopa – a środkiem jedzie leśniczy gazikiem.

Do tej pory nie wiem, kto był pod prąd.

Refleks Marka i… siedzimy w krzaczorach. To świetna decyzja – nie ma czołówki, uniknięte gigantyczne uderzenie. Ale są mniejsze uszkodzenia blacharskie, cofnięte koło, mocno wygięta płyta pod silnikiem, podbita podłużnica. Nie jest dobrze. BT1 (przyp. Badanie Techniczne przed startem) za 6 godzin.

Organizujemy naprawę na ramie u Leszka Szterleji — to tato Łukasza. Prostują nam podłużnicę, płyta wraca do poprzedniego kształtu. Na szczęście chłodnica nie dostała ani wentylatory, ale trzeba rozebrać auto z przodu i złożyć. Brat i chłopaki wykonują w nocy gigantyczną pracę. Zmieniamy błotnik od treningówki, zderzak, lampę, kierunek.

Rano, przed startem, mamy warunkowe badanie, które przechodzimy.

Uff, udało się. Możemy walczyć o tytuł!

W poprzednim artykule wspominałem o zależności tytułu od skończenia ostatniego rajdu. Czytajcie dalej, a zrozumiecie, że nigdy nie wolno się poddawać.

Rajd Karkonoski 1990 jest już podzielony na osobne odcinki asfaltowe i szutrowe. Tych asfaltowych jest 12 i są bardzo wymagające:

Sosnówka–Przesieka 13 km

Piechowice–Jagniątków 7,90 km

Podzamcze–Podgórzyn 7,20 km

Karpacz–Karpacz 6,60 km

Ten ostatni ma już obecnie inną hopę — ta stara, krzywa, była super wyrzutnią.

No to zasuwamy z tymi odcinkami. Jest super, robimy dobre czasy, ścigamy doświadczonych kolegów. A są wszyscy liczący się zawodnicy w Polsce. Nie ma Mariana z Rysiem — oni mają już swój tytuł w generalce za sezon 1990.

Walka na sekundy trwa. Zaliczamy kolejne odcinki i szybko przychodzi mrok, a zaraz noc. Ostatni odcinek – Sosnówka – jest zupełnie ciemno. Mamy z prawego przodu wolne zejście powietrza. Obsługa odcinka nas informuje o tym tuż przed startem, tak z 10 sekund przed. A zaraz odliczanie 5, 4, 3, 2, 1… i start. 

No ale kto by się przejmował? To drobiazg. My mamy rajd wygrać przecież. Możemy to zrobić.

Pierwszy po starcie lewy nawrót, dosłownie po 150 metrach — i jest już słabo. Widzę przez boczną szybę zbliżające się drzewo. Najpierw małe, po sekundzie wielkie jak moje oczy.

W tym momencie… nic, tylko sceny kończące. Jednak coś, co było w rowie, odbija tylne prawe koło, a auto odwraca się z odbicia do następnego prawego zakrętu. Już wiemy — mamy kapcia. A teraz najlepsze: trzeba pozbyć się opony i jej szczątków. To się udaje, ale… ponad 13 km bez opony? Trzeba walczyć. Wiemy, że prawe zakręty są OK, ale lewe to podsterowność — oczywista oczywistość. Wolniej wychodzi z logiki. Ciśniemy. Noc, iskry sypią się fest z felgi.

Hamowanie skrzynią jest wystarczające, przed lewymi zakrętami Marek posiłkuje się hamulcem zasadniczym. Jest meta lotna, meta stop. Jest też potężna strata czasu: 1 min 40 sek.

Po mecie jest brat i znów cztery osoby do serwisu z pick-upa. Jest też milicja. Widzą, że dwie osoby jest w kabinie więcej. Trochę nerwów, ale… nic nie robią. Kibicują akcji serwisowej.

Wymiana kół – o mały włos nie skończyło się źle. Jeden z serwisu, Janek, łapie za felgę — a ta jest przecież mocno rozgrzana. Na szczęście dłonie nie przywarły do tego, co zostało z felgi. Tylko lekko poparzone.

Pogodziliśmy się z tą sytuacją. Bo następnego dnia szutry. I wiemy, że odrobimy.

Szutrowych odcinków jest dziewięć:

Bukowiec–Karpniki 10,70 km

Karpniki–Przełęcz Karpnicka 6,30 km

Janowice Wielkie–Radomierz 8,50 km

To dopiero się zaczęło. Jakim cudem jedziemy tak szybko i jesteśmy na drodze — sami nie wiemy. Awansujemy z odcinka na odcinek. Jeszcze tylko dwa odcinki i będzie koniec.

Pozycja czwarta z szansą na trzecią w generalce. Będzie tytuł?

I już myślisz, że masz tę gęś, że panujesz nad wszystkim. Już tylko defekt mógłby nam to wszystko popsuć.

No i Szwajcarka (Karpniki–Przełęcz Karpnicka) nie jest dla nas łaskawa. Start do odcinka, początkowo wszystko wchodzi, każdy zakręt. Do czasu… tak z 3,5 kilometra do lewego wolnego do tyłu, po 150 metrach prostej Marek zbija biegi, ustawia auto, tak hamuje… i nagle, tuż przed lewym w tył, lewarek zostaje w prawej dłoni. Cały, do wybieraka!

Słyszę tylko od Marka – „co jest?!” I za chwilę jest już po wszystkim. Kładziemy Toyotę w rowie, po prawej stronie. I wtedy w głowie tylko jedno: to już po tytule? To koniec?

Wychodzimy z auta. Jak jechać bez lewarka? Rozczarowanie, bezsilna złość.

Na nasze szczęście na miejscu są kibice. Tu dziękuję – kolejny raz.

Wyciągają auto. Jeden wbija kluczem do kół z 126p trzeci bieg. Chyba ich posłuchamy:) Marek uruchamia silnik, ruszamy z trzeciego biegu i jedziemy.

Kolejne minuty przepadają. Do mety zostało z 3 kilometry. Jedziemy wszystko na maksa. Do mety łapiemy też wolne przebicie, przód prawy. Jeszcze to, jakby było mało.

Meta jest na Przełęczy Karpnickiej. Tak blisko i… jest, dojechaliśmy. Jest też Robert z zapasowym lewarkiem, ale ten jest z seryjnego auta, nie pasuje. Zostajemy dalej na trzecim biegu.

Jeszcze ostatni odcinek. Wcześniej PKC — spóźniamy się dwie minuty. Próba naprawy, zmiana opon z przodu. Za dużo czasu straconego przez wizytę w rowie. To skutkuje spóźnieniem i karą 20 sekund.

Startujemy do ostatniego odcinka rajdu. Janowice Wielkie w kierunku Trzcińska, meta w Radomierzu.

Jak jechać na jednym biegu? Jedna rada — jak najszybciej.

Na mecie – zdziwienie. Mamy trzeci czas w generalce – to naprawdę dziwne. Dopiero po chwili dociera, że koledzy chyba odpuścili ostatni odcinek, bo normalnie taki wynik byłby niemożliwy.

Teraz musimy się już tylko dostać na metę do Karpacza.

Ale auto kona gwałtownie, wręcz umiera, sprzęgło ślizga się niemiłosiernie. Jedziemy do mety, jedziemy, jedziemy coraz wolniej… Jest tablica Karpacz. Jeszcze jedziemy… Hotel Skalny — jest meta.

Z Darkiem Poletyło i Tomkiem Szostakiem przegrywamy o jedną sekundę! Oni są na szóstym miejscu w  generalce, my mamy 7 miejsce. Ale trzecie miejsce w klasie A12 jest! 

Ilość punktów jest odpowiednia. Jest tytuł Mistrza Polski w klasie A12.

Przeczytaj z tej serii